A może sprawności?

W ZHP trwa badanie dotyczące stosowania instrumentów metodycznych. Odetchnąłem z ulgą, bo z moich obserwacji wynika, że korzystamy z nich coraz rzadziej. Chciałoby się powiedzieć – najwyższy czas się za to wziąć! Oby tylko na samym badaniu się nie skończyło.

O tym, że w naszym, jakże otwartym, tolerancyjnym i nowoczesnym harcerstwie mamy problem ze stosowaniem instrumentów metodycznych, chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Masz wątpliwości? To zadaj sobie, druhu drużynowy/druhno drużynowa, pytanie: ilu harcerzy w Twojej drużynie zrealizowało ostatnio stopień harcerski? Ilu zdobyło jakąś ciekawą sprawność? Podkreślam, ciekawą, a nie taką, którą przyznaje się niejako z marszu. Bo, wiadomo, był na biwaku, przygotował posiłek, dyżurował w kuchni, to jak gdzieś na kolanie przygotuje jadłospis, to na kuchcika zasłużył. Chodzi mi o coś więcej. O sprawność, której w drużynie nie ma nikt. Już nie mówię o harcerzach starszych, bo ilu z Was, druhny i druhowie, zrealizowało w minionym roku sprawność trzygwiazdkową? Z mojego rozeznania wynika, że niewielu. Gdyby moje stwierdzenie, że korzystamy z instrumentów coraz rzadziej, było oparte jedynie o wrażenia, to pół biedy. Tezę tę potwierdzają niestety także twarde dane, zebrane pod koniec ubiegłego roku przy okazji pewnego projektu. Co się okazało? W niektórych drużynach/gromadach harcerze w ciągu roku nie zrealizowali ani jednej (!) sprawności, ani jednego stopnia.

A przecież instrumenty metodyczne są podstawą rozwoju naszych podopiecznych, olbrzymim wsparciem przy budowie programu pracy drużyny. To one w dużym uproszczeniu odpowiadają na pytanie, co my w tym harcerstwie robimy? Czy się rozwijamy, czy tylko w nim jesteśmy?

Żeby nie było, drużyn, które w rubryce „Liczba zdobytych sprawności” wpisały 0, nie ma wiele. Ale są. Jeśli chodzi o stopnie, jest trochę lepiej, ale też bez szału.

Odpowiedź, dlaczego nie zdobywamy sprawności, nie jest jednoznaczna. Najłatwiej powiedzieć: bo harcerze nie chcą. To nie rozwiązuje sprawy. Warto zadać pytanie: a ile razy mieli szansę, by zrealizować np. przyjaciela przyrody, gawędziarza czy zwiadowcę? To naszym, drużynowych/liderów środowisk zadaniem jest stworzenie warunków do realizacji sprawności. I nie chodzi mi tylko o przesłanie harcerzom linku do regulaminu sprawności czy stopni.

To za mało. Trzeba go zachęcić, stworzyć program pracy drużyny tak, by miał możliwość zrealizowania wymagań. A często i w samej realizacji trzeba pomóc. Jeden na dziesięciu sam spyta o konkretną sprawność i z determinacją będzie dążył do jej realizacji. Większość potrzebuje impulsu, wzmocnienia. I nie ma co się się temu dziwić. Taka jest dzisiaj młodzież, ale taka była też wiele lat temu. To akurat za bardzo się nie zmieniło, więc nie ma co utyskiwać, że dzisiaj jest trudniej. Drużynowy może więc ubolewać i mówić: nie realizują, bo nie chcą, a może pracować ze swoimi podopiecznymi, prowadzić za rękę, a potem cieszyć się ich radością, że tę sprawność zdobyli. Oczywiście, musimy zachować umiar, bo nie może też być tak, że to drużynowy sprawność realizuje, a harcerz patrzy. Jaka jest skala pomocy, gdzie jest granica – na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jednemu wystarczy podsunąć pod nos regulamin i sam do nas przyjdzie z propozycjami, co ma zrobić, a potem to zrobi, a drugiemu (czemu mam wrażenie, że takich jest więcej) – trzeba jeszcze sto razy przypomnieć, co powinien zrobić, dopilnować, czy się do tego przygotował.

To samo dotyczy stopni. Ile razy kończy się tak, że drużynowy spotyka się z harcerzem, rozpisują próbę, i na tym się kończy zapał naszego podopiecznego? Musimy mu pomóc, pchać ten wózek razem z nim. W tym cały jest ambaras, by nie pchać silniej, niż on, ale i żeby nie zapominać pchać razem z nim. I pilnować, aby jechał.

Już nie wspomnę o instrumentach metodycznych przeznaczonych dla starszych członków naszej organizacji: o sprawnościach trzygwiazdkowych, o projektach czy znakach służb. Inna sprawa, że wielu drużynowych nie za bardzo wie, jak z nimi pracować. Bo o ile w przypadku sprawności mamy regulamin i lepiej lub gorzej potrafi rozpisać każdy drużynowy, to nieliczni radzą sobie z projektem czy znakiem służby.

Bardzo mnie ucieszyło, że zespół projektowy ds. reformy instrumentów metodycznych zapytał na stronie zhp.pl o to, jak postrzegane są instrumenty metodyczne. Skąd moja obawa, by nie skończyło się na sztuce dla sztuki? A choćby dlatego, że nie działa link do ankiety, na podstawie której jak sądzę będą opracowane wnioski. I to nie działa od momentu powieszenia tej informacji. Liczę jednak, że to tylko drobna usterka i że ankieta dostarczy ciekawych, obiektywnych wniosków. Liczę też, że te wnioski nie trafią na półkę, ale posłużą do usprawnienia instrumentów metodycznych. A może nie trzeba niczego reformować, a jedynie przywrócić instrumentom metodycznym ich należną pozycję? Podjąć kilka działań, zachęcających do korzystania z nich w codziennej pracy? Może jakaś kampania promocyjna, może program: Sprawna drużyna albo coś podobnego? Może ułatwić sposób eksponowania ich na mundurze, bo komu by się dzisiaj chciało wyszywać?

Niezależnie od tego, co przyniesie ankieta, zachęcam drużynowych do sięgania po instrumenty metodyczne. Jest idealny moment: czas składania postanowień noworocznych. Na pewno wśród listy tego, co chcemy, nie zabraknie harcerskich planów. To może postanów sobie, druhno drużynowa, druhu drużynowy, że członkowie Twojej drużyny zdobędą w 2019 roku np. 10 sprawności, w tym 5 takich, których dawno nikt w Waszym środowisku dawno nie zrealizował? Uwierz, że przyniesie to wiele korzyści i Tobie, i Twojej drużynie.
Czuwaj!
hm. Robert Zapora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *