Archiwum kategorii: Bez kategorii

W zimie nie musi… cz. 2

Zaparz herbatę (albo kawę), zamknij się w pokoju, wycisz telefon. Usiądź wygodnie przed komputerem, wyprostuj nogi, weź głęboki oddech. Zrelaksuj się. Bez tego będzie Ci trudno „kupić” niniejszą propozycję programową na zimę. Bo kto to widział, żeby przy temperaturze minus 10 stopni Celsjusza pakować się z harcerzami do lodowatej wody. Powiesz: nierealne? Przeczytaj do końca.

Czytaj dalej W zimie nie musi… cz. 2

Drużyna, przyjaźń, braterstwo

Zastanawialiście się, jaki powinien być dzisiejszy harcerz? Odpowiedź jest prosta: karny, posłuszny, ofiarny, oszczędny. I tak dalej. Azymut wyznacza przecież Prawo Harcerskie. Dużo trudniej odpowiedzieć na pytanie, jak sprawić, by nasi harcerze byli właśnie tacy…

Podczas swojej instruktorskiej służby miałem wielką przyjemność prowadzenia 39 Drużyny Harcerzy Starszych „Barykada”. Kiedyś napiszę o tym szerzej, ale tym razem wspomnę tylko jedną propozycję programową, którą przygotowaliśmy wiele lat temu razem z kadrą drużyny dla naszych dorastających harcerzy. Jest nią Gra Barykada.
Zasady były proste: uczestnicy (głównie harcerze starsi) mieli do pokonania 10 etapów. Na każdym były do wykonania zadania zręcznościowe: ot, takie barykady do pokonania. Po każdym etapie odpadał jeden bądź dwóch uczestników. Liczba uczestników z etapu na etap kurczyła się. Jak w reality show. Ci, którzy odpadali, mogli iść na kolejne etapy, ale nie uczestniczyli w rywalizacji. Gdy zostało trzech – rozgrywany był finał: zadanie na miarę harcerzy starszych. Z pozoru proste, ale po całym dniu rywalizacji, gdy dochodził stres i zmęczenie, często okazywało się, że wymaga ono sporego wysiłku. Zwycięzca uzyskiwał prawo do noszenia literki „B” na mundurze.
Dlaczego o tym piszę? Z trzech powodów. Pierwszy to taki, że szukaliśmy, jako kadra drużyny, propozycji, która zmotywowałaby naszych harcerzy do działania. Takiej, która byłaby ciekawa a zarazem nowoczesna. Restrykcyjne zasady (ostatni odpada) motywują młodzież do starania się, do bycia lepszym, ale i uczą pokory w przypadku porażki. Uczą też szacunku do innych uczestników – w tym duża rola prowadzących. Odpowiednio dobrany poziom trudności powoduje, że zadania są realne do wykonania, ale też zmuszają uczestników do wysiłku. Poza tym, była to propozycja ponadczasowa, pozostała po nas na dłuższe lata. A przecież ciągłość pewnych działań programowych jest wpisana w rolę instruktora – drużynowego. Jest to też idealna propozycja starszoharcerska do programu hufca.
Drugi powód, o którym to wspominam jest prozaiczny: mija dokładnie 10 lat od edycji Barykady, z której pozostał nam pamiątkowy film (była to druga edycja). Po trzecie – dziś Dzień Myśli Braterskiej. Pomyślałem – napiszę gawędę. Ale tych w internecie jest mnóstwo. Tak samo, jak mądrych sentencji mówiących nam, jak mamy postępować. Trudno byłoby wymyślić coś nowego i zarazem niebanalnego. A ta gra uczy: pokory, przyjaźni, braterstwa. Pamiętajmy o tych cechach w tym wyjątkowym dla nas, harcerzy, dniu. Obejrzyjcie.

Taka moja utopia

Zastanawialiście się kiedyś, jak ma wyglądać Związek Harcerstwa Polskiego za kilka, kilkanaście lat? Trwa dyskusja w tej sprawie. I choć bardzo bym chciał, to obowiązki zawodowe nie pozwolą mi na uczestnictwo w konferencji instruktorskiej na ten temat. Niemniej jednak kluczowe pytanie konferencji „Jaki ZHP?” nie daje mi spokoju. Po głowie chodzą różne myśli. Zasiadam wygodnie na kanapie, przymykam oczy i…. oto moje ZHP:

1. Odbiurokratyzowane.
Zaczyna się niewinnie: ktoś rzuci, że instruktorzy mają problem z przestrzeganiem 10 punktu Prawa Harcerskiego. – To może stwórzmy kodeks instruktora? – rzuci ktoś inny. – Jasne – zakrzykną pozostali, zanim nastąpi chwila refleksji. I tak rodzi się biurokracja. Bo czy samo zobowiązanie instruktorskie nie wyraża jasno, jak ma się zachowywać instruktor? Po co tworzyć dokumenty, które nic nie zmienią? A to niestety nasza cecha. Ktoś wymyśli wytyczne do prowadzenia stron www drużyn, ktoś wyjdzie z pomysłem stworzenia instrukcji do instrukcji. O, choćby najnowsze dzieło naszej organizacji: polityka „Ochrony bezpieczeństwa dzieci”. W niej wiele jakże ważnych punktów, np. Wystrzegaj się uprzedzeń, nie dyskryminuj. Albo: Nie pozwalaj sobie na związek intymny między Tobą a podopiecznym. Toż to podstawy relacji wychowawca-wychowanek i norm społecznych w każdej organizacji! Nic nowego, zwykłe powielenie obowiązujących przepisów prawa i zasad etyki. Czy mamy aż tak duży problem w relacjach wychowawca-wychowanek, że musimy je spisywać w oddzielnym dokumencie? A może po prostu trochę na siłę próbujemy „ulepszyć” naszych instruktorów? Od kolejnego kodeksu nie będą lepsi. Trafniej byłoby chyba organizować cykliczne szkolenia dla instruktorów i przypomnieć o obowiązujących normach. Żeby była jasność: w życiu zawodowym zdarzało mi się popełnić takie „dzieła”. Moja szefowa zawsze kwitowała to ironicznym uśmiechem i stwierdzeniem: Gratuluję. Zrobiłeś kawał świetnej, nikomu niepotrzebnej roboty.

2. Mniej skautowe.
Wiem, podpadnę wielu skautmistrzom. Dla mnie ZHP to przede wszystkim harcerstwo, a dopiero potem skauting. I dlatego nie cieszy mnie widok chust drużyn, zakładanych do kolorowych t-shirtów. W harcerstwie prowadzimy obozy stosując zasady musztry, organizując apele, sprawdzanie czystości, służby w kuchni itd., wpajając naszym podopiecznym, że mają nie tylko prawa, ale i obowiązki. Moje doświadczenia po obozie międzynarodowym wskazują, że zmusić szacownych gości z zagranicy, żeby posprzątali w namiocie, to nie lada sztuka. A nasza historia? Tradycje? Żeby była jasność: nie mam nic przeciwko współpracy ze skautami, ale uważam, że pewne proporcje zostały zachwiane. Szanujmy to, do czego doszliśmy.

3. Lepiej dosprzętowione
Marzę sobie tak: pewnego pięknego dnia komendanci hufców otrzymują maile od swoich zwierzchników: „realizujemy ogólnopolski (ewentualnie wojewódzki) projekt, w ramach którego planowany jest zakup 1500 namiotów 10-osobowych, 3 tysięcy łóżek polowych, 20 samochodów dostawczych i drobnego sprzętu elektronicznego, wspomagającego pracę instruktorów. W związku z tym proszę o pilne przesłanie zapotrzebowania Waszego hufca na sprzęt, wraz z uzasadnieniem. Proszę też o wypełnienie wniosku. W zależności od liczby przyznanych punktów, komisja rozdysponuje zakupiony sprzęt”. Byłoby miło, co nie?

4. Większe, silniejsze
Ktoś powie – to frazes. I ma rację. Widzę w każdym hufcu po kilka silnych drużyn, z dużymi tradycjami, pracującymi według bogatych programów. Widzę drużyny prowadzone przez instruktorów z charyzmą, młodych, ale wykształconych, odpowiedzialnych i twardo stąpających po ziemi. Widzę drużyny, w których harcerze świadomie i z zaangażowaniem realizują stopnie i sprawności, a drużynowi są doceniani przez swoich zwierzchników. Widzę drużynowych, którzy granatowy sznur noszą nie rok czy dwa, ale 5 czy 6. Tak jest u Ciebie? To świetnie, niech tak będzie w całym ZHP.

5. Dobrze zarządzane, wspierające swoich członków
Pewnego pięknego dnia skarbnik ZHP ogłasza: spłaciliśmy wszystkie długi! Potem GK zapowiada, że na ukończeniu jest budowa nowoczesnego ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego, który z zysków utrzyma władze naczelne i zaproponuje gamę niedrogich szkoleń dla instruktorów-drużynowych, prowadzonych przez wybitnych specjalistów i praktyków w wielu dziedzinach. Drużynowi od teraz będą otrzymywać cyklicznie materiały metodyczne. Co roku we wrześniu władze ZHP przeprowadzą ogólnopolską kampanię informacyjną: reklamy Związku pojawią się w mediach ogólnopolskich, w internecie, rozgłośniach radiowych. Takie, że aż się chce być harcerzem! Dzięki temu nabór do drużyn gdzieś na dole, w Starej Kamienicy czy Piechowicach Dolnych, będzie formalnością. Drużynowi mają swoje 500 plus. Ci, którzy zaliczyli służbę instruktorską raz w roku mogą na podstawie karty ZHP zakupić odzież (do 500 złotych) a Decathlonie, GoSporcie czy innym sklepie. Nie da się? Za bardzo „odjechałem”?

To tyle. Otwieram oczy i… nie, nie napiszę, że z harcerstwem jest jak z polskimi zapasami w ostatnich latach. Może kogoś zaskoczę, ale myślę sobie, że nie jest z tym naszym ZHP tak źle. Jasne, brakuje sprzętu, pieniędzy, drużynowych. Z drugiej strony, popatrzmy na inne organizacje młodzieżowe (nie tylko te harcerskie). Czasem rozmawiam z ich szefami i wiem, że też mają swoje problemy, niekiedy dużo większe, niż nasze. My, lepiej lub gorzej, realizujemy programy profilaktyczne, pozyskujemy środki unijne, odnawiamy bazy, powoli wymieniamy sprzęt, kształcimy instruktorów. A że narzekamy? Że chcemy, więcej, lepiej, mocniej? To chyba dobrze, bo to dowód, że nie wpadamy w samozachwyt. I że widzimy wspólny cel.

Czuwaj!
phm. Robert Zapora

Poszukajmy innej drogi

Pieczętowanie komuny, czyli o propozycji podniesienia składek członkowskich

Z wypiekami na twarzy i sporym dreszczem emocji przypatruję się dyskusji w sprawie podniesienia składki członkowskiej w ZHP. I choć powiedziano w tym temacie i napisano już wiele, to jednak wciąż nie mogę zrozumieć intencji autorów tej propozycji.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Rada Naczelna przedstawiając trzy warianty rozwiązań pominęła kilka niezwykle ważnych argumentów, sprowadzając dyskusję jedynie do liczb. Dzisiaj zbieramy tyle, brakuje nam tyle i tyle. Jak podwyższymy, to nasze problemy się skończą na wiele lat. Nic bardziej mylnego – one się dopiero mogą zacząć. Wygląda to tak, jakby autorzy propozycji nie określili, albo nie brali na poważnie, czynnika ryzyka. Wielu instruktorów mówi – nie znam się na finansach hufca czy chorągwi. Nie trzeba się znać, żeby przewidzieć, że trzykrotny wzrost składki spowoduje zmniejszenie liczby członków Związku Harcerstwa Polskiego. Jeśli nawet nie będzie tąpnięcia, nie odejdą wprost, to z pewnością spadnie poziom zapłaty składek w terminie. A przekroczenie tzw. terminów kwartalnych – zgodnie z wcześniejszą Uchwałą Rady Naczelnej – skutkuje automatycznie skreśleniem z listy członków. Ups, możemy zginąć od własnego miecza…

Kolejnym powodem jest utrata zaufania w oczach rodziców. Przyjmując narzuconą retorykę ekonomii: jeśli oferuję jakąś usługę i podwyższam cenę razy trzy, to czy ta usługa będzie trzy razy lepsza? Czy nasi harcerze pojadą na obóz za kwotę trzykrotnie mniejszą? Czy drużyny otrzymają od hufców nowe wyposażenie? Albo chociaż dostaną nowe mundury? Może wyremontowane harcówki? Znając realia, a instruktorem jestem od 21 lat, będą co najwyżej na nowo wymalowane. Ale to nie wy, druhny i druhowie z Rady Naczelnej, staniecie oko w oko z rodzicami. Staną drużynowi. Jak mają im to logicznie wytłumaczyć? Musicie dać więcej, bo spłacamy długi? No tak, ale to nie Wasz problem, bo Wasza rola sprowadzi się do przyjęcia odpowiedniej uchwały i nakazania realizacji jej treści.

W Statucie czytam, że „Misją ZHP jest wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru poprzez stawianie wyzwań”. Dodajmy, że dotyczy to tych dobrze sytuowanych. Bądźmy realistami: rodzina, dla której sto złotych w miesiącu w jedną czy drugą stronę jest kwestią być albo nie być, nie zapłaci większej stawki. A harcerze z tych rodzin też są w naszych drużynach. Co ja mówię – instruktorzy nawet są! Tak, droga Rado. To nie są harcerze, których widujecie na kolejnym Jamboree czy innym skautowym zlocie. Oni nie jeżdżą, bo ich na to nie stać, nie mają nawet na kieszonkowe. Zapytajcie drużynowych, co znaczy bariera 50 złotych przy kalkulowaniu ceny biwaku i jak wpływa na frekwencję. Powiecie – wróżę z fusów, nie mam liczb, konkretów. Odsyłam do rozmów z drużynowymi, proponuję też sprawdzić w miastach, ile rodzin korzysta ze świadczeń ośrodków pomocy społecznej.

Drastyczny (nie umiem znaleźć innego słowa) wzrost składki jest rozwiązaniem najłatwiejszym, pójściem na skróty. Intencje Wasze, jako autorów tej propozycji, obnaża katalog zysków, który przedstawiliście w materiale do konsultacji. Zapewnienie hufcom i chorągwiom – tu cytuję – „pewnego, czytelnego i nieuchronnego źródła przychodów”, albo „podniesienie stabilności finansowej” to dla mnie przekaz oczywisty: czy się siedzi, czy się leży, mamy pieniądze na etaty. Takie pieczętowanie komuny. Najbardziej zapamiętałem jednak ostatni argument: wyższa składka spowoduje, że będzie większy „poziom identyfikacji i poczucia współodpowiedzialności – szczególnie instruktorów”. Argument na pozór zabawny, ale tak naprawdę gorzki, bardzo bolesny, bo ukazujący stereotyp najniższych instynktów: jak coś kosztuje drogo, to musi być lepsze. To ja zapytam: jeżeli kupię książkę dwa razy drożej, to czy po przeczytaniu jej będę mądrzejszy niż ten, który ją kupił taniej?

Druhny i druhowie, nie mam wątpliwości, że nasza organizacja potrzebuje pieniędzy, na poprawę sytuacji finansowej, na spłatę długów itd. Tak naprawdę to trochę mnie to zastanawia, bo gdy czytam sprawozdanie finansowe Głównej Kwatery, to odnoszę wrażenie, że ma się całkiem nieźle. Nie jestem ekspertem od finansów, ale umiem wyczytać, że np. za 2014 rok osiągnęliśmy zysk na poziomie 2,5 miliona złotych (Rachunek zysków i strat, sprawozdanie finansowe ZHP). Tak wiem, to że wyszło w papierach nie oznacza, że tyle mamy na koncie. Ale moje wątpliwości w części potwierdzają słowa druha Skarbnika, który napisał, że GK często pożycza chorągwiom pieniądze, spłaca ich długi. Czyli ją stać. Większy mam kłopot, jak odnieść się do tezy, że spłacamy nie swoje długi. A niby czyje? Czymże są długi, jak nie skutkiem błędnych, nieprzemyślanych decyzji naszych poprzedników? Mam tu na myśli choćby straty po zlotach czy wynikające ze złego gospodarowania majątkiem. Tylko, że kieszenie rodziców naszych harcerzy nie mogą być lekiem na nasze błędy.

Może coś w tym jest, że Główna Kwatera ma się nieźle, a bynajmniej lepiej, niż np. chorągwie, skoro zaproponowany podział procentowego rozdziału składki wyraźnie promuje chorągwie i hufce. Pierwotnie myślałem, że to czysty populizm członków rady: damy hufcom i chorągwiom, to nie będzie oporu, by tę sprawę załatwić. Dochodzę jednak do innego wniosku: zwyciężyła w dyskusji taktyka Robin Hooda, zabrać bogatym, dać biednym. Chcę zauważyć, że są hufce, które działają lepiej, bo komendy dwoją się i troją, żeby pozyskać środki na działalność. Organizują dobrą akcję letnią, inwestują w bazę, otwierają świetlicę środowiskową, startują z projektami w konkursach. Te jednostki, które nie podejmują takich wysiłków, siłą rzeczy będą wyciągały ręce po pieniądze. To jest także odpowiedź, dlaczego nie ma zgody na utworzenie tzw. kapitału żelaznego. Na etapie rozważań teoretycznych pomysł to może i dobry, ale jak znam życie – a jak wspomniałem, trochę już w ZHP przeżyłem – kiedy tylko na kapitale zgromadzą się pieniądze to natychmiast pojawią się jednostki, dla których trzeba będzie te środki uruchomić na załatwienie ich palących problemów. Zyskają ci, którym się nie udało, a składać na kapitał muszą się wszyscy. Komuna? Żelazny kapitał zamieni się w woskowy i rozpłynie przy pierwszym podgrzaniu.

Druh Skarbnik słusznie zauważył, że największym składnikiem kapitału społecznego jest zaufanie. Tylko, że nie mamy do siebie tego zaufania, nawet na poziomie hufców czy chorągwi. I nie wymusimy go żelaznym kapitałem, ani tym bardziej obietnicą likwidacji tzw. opłat ukrytych, płynących z hufców do chorągwi. Swoją drogą, przerażają mnie te opłaty: procent od HAL-u, procent od HAZ-u, od bilansu, obsługi pracowniczej. Ale do brzegu. Komendanci już dzisiaj mówią mi, że nie wierzą, że to się ukróci. – Tylko mnie nie cytuj – dodają na ucho. Na zaufanie pracuje się wiele lat, to mozolny proces. Nie można go kupić, a już zwłaszcza płacąc nie swoimi pieniędzmi.

Każda krytyka ma sens, jeżeli jest konstruktywna. Zgadzam się, że składka na poziomie 4 złotych jest niska. Dla wielu – śmiesznie niska. Nie mam też wątpliwości, że trzykrotny jej wzrost to barbarzyństwo. Można ją podnieść, poprawić sytuację, ale w granicach rozsądku. No i trzeba dać coś od siebie. Porzućmy nauczycielskie myślenie typu: „dajcie mi pieniądze, a ja je dobrze wydam”. Pokażmy, że szukamy różnych rozwiązań. Skoro większość chorągwi ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, to zastanówmy się, dlaczego tak jest? Może trzeba je przekształcić, zrestrukturyzować? Po co tworzyć kosztowne propozycje programowe, skoro i tak robią to hufce a programy związkowe są przygotowywane na szczeblu centralnym? Może sprowadzić rolę chorągwi do roli instytucji rozliczeniowych, odbierając kompetencje, które pokrywają się z kompetencjami jednostek wyższego i niższego szczebla. Może przyjrzyjmy się, co robi druh Bolek czy druhna Janina, którzy od kilkudziesięciu lat pracują w ZHP? Tu działam trochę po omacku, a nie chcę nikogo skrzywdzić, bo może i druh Bolek jest niezbędny i należy mu się medal. Chcę po prostu zwrócić uwagę, że nie zdiagnozowaliśmy dokładnie, w czym jest problem. Dolewanie pieniędzy do systemu to tylko pudrowanie sprawy. Może zacznijmy od zrobienia rzetelnego audytu? Zastanówmy się też, jak dać szansę hufcom i chorągwiom, by mogły same zarobić pieniądze. Nie ma w tym nic złego. Praca też uczy, też rozwija. Sprawne chorągwie próbują iść tą drogą. Wystarczy dać im zielone światło, ułatwić, oczywiście zabezpieczając nasz majątek (to na inną dyskusję). Zamiast tworzyć kolejne stosy dokumentów, jak kodeksy moralności instruktorów, czy polityki ochrony dzieci, skupmy się na tym, jak naprawdę harcerzom i instruktorom pomóc. Jak uzyskać pieniądze, by mogli się rozwijać. Wtedy dopiero nasz prestiż w oczach rodziców wzrośnie. I zaufanie do nas też.

Wyciągając rękę po pieniądze rodziców i nie dając nic w zamian, druhny i druhowie z Rady Naczelnej, nie poprawimy naszego wizerunku. Jeśli nawet, to na krótko. Odziejemy stary system w nowe szaty, ale po chwili rodzice i instruktorzy zorientują się, że król jest nagi.
phm. Robert Zapora
Hufiec Karkonoski
robertzapora@o2.pl