Głos z prehistorii

Oto ja. Człowiek stary, stetryczały, głupio przemądrzały, z głową pokrytą kurzem. Coś tam cicho kwiczący. Z harcerską przeszłością, która nikogo nie interesuje. Człowiek, który nigdy nie miał na szyi skautowej chusty. Wrzucony do szuflady pn. beton. A jednak żyję…

Zawsze przy okazji dużych harcerskich imprez rodzą się pytania – gdzie dzisiaj jest harcerstwo. Tak było i tym razem, przy okazji Zlotu ZHP. Nie byłem tam. Nie dlatego, że nie chciałem. Po prostu, nie pracuję w ZHP i obowiązki zawodowe nie pozwoliły mi na aż tyle wolnego w wakacje. Dlatego nie zdobędę się na złożoną i skrupulatną ocenę tego, co działo się przez te dni na Wyspie Sobieszewskiej. Owszem – ciekawy byłem, co tam się dzieje. W pracy – za biurkiem, gdzieś na stacji w smartfonie, chłonąłem każdy post, każdy news. Żyłem tym, choć na odległość. Nawiasem mówiąc, najwięcej wiedzy dostarczył mi Oboźny Vlog, prowadzony przez harcerzy z Bydgoszczy. Jako jeden z niewielu przekazów pokazywał codzienne życie harcerskie na zlocie. Nie te oficjalne – jak wizytę premiera czy prezydenta RP. Na Vlogu byli zwykli harcerze, zmęczeni, uśmiechnięci, była posklejana kasza na obiad. Codzienność. A przede wszystkim – byli bohaterowie. Do tego całość świetnie zmontowana, podana z młodzieńczym luzem i bez schematów. Szczerze polecam! Zlotowe życie poznałem jeszcze z relacji córeczki, która niedawno wróciła z Gdańska. Krótkiej i zwięzłej, jak na 12-latkę przystało: było fajnie. Coś więcej? Noooo, fajnie.

A o harcerstwie? Dorastałem z nim i pewnie dzięki niemu jestem, kim jestem. Czasy, w których jeszcze nosiłem granatowy sznur (a to było jakieś 10 lat temu) a dzisiaj to wręcz dwa światy. Dzisiaj harcerstwo jest inne. Jest nowoczesne. Poniekąd wymuszone postępem cywilizacyjnym, zmianami prawa itd. Prawda, nie budujemy dzisiaj latryn, bo przecież sanepid… Harcerze, którzy dzisiaj nie chcą prądu w namiotach, to wręcz kosmici. Bo niby dlaczego sobie odbierać taką zdobycz cywilizacji?

Mamy kolorowe chusty, niektórzy noszą nawet dwie naraz. Czemu nie trzy, albo pięć? Co, nie możemy być trendy? Kto nam broni? Nikt nie nosi pięciu – możemy być pierwsi. Przecież każda z nich coś znaczy. Widziałem nawet środowiska, które noszą chusty harcerskie (takie stare, może ktoś pamięta) do munduru nie pod, ale na kołnierzu. I też ma to głębokie uzasadnienie. Podejrzewam, że gdyby ktoś wymyślił chusty na lewą stronę (sic!), też by przeszło (choć bardziej politycznie jest nosić na prawej). Absolutnie nie byłoby to fanaberią. Fanaberią za to jest moro do munduru. Tego akurat nie wolno. Jeszcze ktoś pomyśli, że my wojsko jakieś. Dżiny – to jest to! Mogą być nawet przetarte na kolanach. Co tam Watra, ognisko, które miało płonąć przez cały zlot – no tak, przecież gorąco, nie upilnujemy i jeszcze cała wyspa się spali. No i są zakazy. Lepiej wygasić. Kiedyś wprawdzie uczono, że watra to symbol, że ma płonąć, wartowano przy niej i szanowano je, ale dzisiaj… idźmy do przodu.

Rok temu, we wpisie przy okazji tragedii w Suszku napisałem, trochę prześmiewczo, że możemy robić ogniska przy lampie LED, ale będzie to atrapą harcerstwa (TUTAJ). I co widzę na filmiku ze zlotu? Harcerskie ledowisko. Na zlocie – w miejscu, w którym powinniśmy pokazać istotę harcerstwa. Można? Można. Jest nowocześnie. A przede wszystkim – różnorodnie. Science fiction dogoniło życie. Na szczęście, to tylko drobne incydenty z pięknego i udanego jak sądzę zlotu. Ale są i trzeba je widzieć, o nich mówić, reagować.

Zmierzam do tego, że my, w pogoni za byciem trendy, gdzieś z tyłu zostawiamy naszą tradycję. Ba, czasem wręcz z niej szydzimy. Nie tylko z tradycji, ale i z biegania z kompasem i mapą (bo i po co, czego nas to nauczy, skoro wszystko jest w smartfonie), z odrazą patrzymy na Alfabet Morse’a (bo kto by się uczył kropka-kreska). A już umiejętność posługiwania się siekierą, czy radzenia sobie w lesie w nocy, to prawie fanaberia. Nie mówiąc już, że wysokiej bramy na obozie nie stawiamy, bo harcerzowi nie wolno wejść powyżej 1,5 metra (zabrania tego już nawet najnowsza instrukcja HAL). Z góry zakładamy, że co stare, to złe i niczego nie uczyło. Jakby nie można było połączyć nowoczesności z tradycją…

Zachłysnęliśmy się tolerancją, otwartością i różnorodnością. Tylko, że… to nic nowego. One były w harcerstwie od zawsze! Inna rzecz, że często okazuje się, że to tylko hasła, które mamy tylko na ustach. Okazujemy, jacy jesteśmy tolerancyjni, ale starszych instruktorów najchętniej odesłalibyśmy do lamusa. Bez refleksji przyklejamy im łatkę tych, co wiecznie marudzą i powtarzają „bo kiedyś było lepiej”. Z góry zakładając, że nie mają racji. Jakby niczego nie przeżyli, niczego nie widzieli. Efekt jest taki, że ktoś, kto ma 42 lata, to w harcerstwie rupieć.

Oto ja. Człowiek stary, stetryczały, głupio przemądrzały, z głową pokrytą kurzem. Nie będę nikomu mówił, jak ma żyć. Nie mówię, że kiedyś było lepiej. Bo, jak to w życiu, pod pewnymi względami było lepiej, pod pewnymi – dużo gorzej. Prawda leży gdzieś pośrodku. Nie mam wątpliwości, że harcerstwo poszło do przodu, jest nowocześniej. Tylko czasem mam wrażenie, że wartości w nim jakby mniej.

Czuwaj!
hm. Robert Zapora

P.S. Zastanawiacie się, po co jest ten wpis? Po prostu cieszę się, że w tym nowoczesnym harcerstwie, które jest tak różnorodne, tak tolerancyjne, wciąż się mieszczę.

Na zdjęciu powyżej – ognisko.

Jeden komentarz do “Głos z prehistorii”

  1. Ciekawe, że w tej całej „nowoczesności ” i przy tych zmianach prawa, nasza bratnia organizacja ZHR potrafi mimo wszystko godzić to co nieuniknione z tym co tradycyjne i mimo zmian prawa potrafią organizować obozy z pionierką, wysokimi bramami, patronami, pryczami, prawdziwymi ogniskami i mało kto w ZHR uważa to za niepotrzebne, nie widziałem wśród harcerzy ZHR naśladownictwa scautingu np chust noszonych podwójnie czy na kołnierzach czyli można czerpać z ponad 100 letniej tradycji harcerstwa nie tracąc swojej harcerskiej tożsamości i nie popadając w ślepe naśladownictwo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *