Taką drogę wybrałem

To nie tak jak myślicie… To nie pycha, ani tym bardziej lenistwo. Proza życia i niski poziom asertywności przygniotły mnie okrutnie. Tyle się wydarzyło…. Ale nie zapomniałem o mikro. Przeciwnie – wracam po przerwie, trochę bardziej ogarnięty, z całkiem niezłym bagażem spostrzeżeń, mocniejszy i trochę odmieniony. Biorę odkurzacz, czyszczę bloga z pajęczyn nieobecności i… do dzieła!

Sam nie wiem, od czego zacząć. Decyzję o nowej harcerskiej drodze podjąłem tam. W Białogórze, jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi. W ferworze pakowania rodziny, bo czas każdy obóz się kiedyś kończy, wyrwałem się na krótką, samotną, rowerową przejażdżkę.

Jadąc donikąd leśnym duktem więcej myślałem, niż jechałem. I wróciłem z postanowieniem: startuję na komendanta hufca. Temat wałkowany był już od miesięcy, ale tak w sercu to nie byłem jeszcze przekonany. Dojrzałem do tego właśnie tam, na tej ścieżce (widocznej na zdjęciu), parę kilometrów za obozem. Z tej okazji pragnę podziękować wszystkim instruktorom, którzy przyjęli tę decyzję z otwartymi ramionami i obdarzyli mnie tak ogromnym zaufaniem. Od wyborów minęły ponad dwa miesiące. I choć codzienność gwałci moje dotychczasowe wyobrażenie o tej funkcji, to na szczęście coraz rzadziej pojawiają się wątpliwości i pytania, czy to był dobry ruch. Wyobrażenie miałem inne – wyidealizowałem sobie tę funkcję. W rzeczywistości to ciągła gonitwa, walka z czasem i przeskakiwanie przeszkód. Wcześniej tego nie widziałem, bo… nie wchodząc w szczegóły: za dużo facebooka, za mało świeżego powietrza. Tym bardziej jestem pod wrażeniem ogromu pracy mojej poprzedniczki Marii Łabaziewicz i jej skarbniczki Ani Kamińskiej. Chapeau bas! A ja? Moje życie w moich rękach.

Pompują mnie ludzie. Wy – moi instruktorzy. Wasza energia, zaufanie – którym obdarzyliście mnie w zasadzie za darmo (bo czymże ja zapracowałem?), są ogromne. Czuję wsparcie, czuję moc. Przypominają się czasy, kiedy sam byłem drużynowym. Granatowy sznur złożyłem 10 lat temu. W harcerstwie to ogrom czasu. Dużo się zmieniło. Niestety, także mentalnie. I z tego między innymi powodu czasem jestem zakręcony jak ruski termos. Ale to się da nadrobić szybko. Zwłaszcza mając obok Was – jesteście wspaniali, instruktorzy Hufca Karkonoskiego.

Nie tylko to się zmieniło. Po 18 latach odstawiłem na bocznicę najpiękniejszy zawód na świecie. Mam na myśli dziennikarstwo. Dokładnie tak: nie porzuciłem, ale odstawiłem na bok. Nie da się go porzucić, zapomnieć. Nawet, gdybym przeszedł transfuzję krwi, to po jakimś czasie ta nowa zaczęłaby pompować to, co dyktuje serce. A serce krwawi mocno. Dlatego piszę od czasu do czasu tu i ówdzie. I wiem, że kiedyś wrócę. Szefom radia powiedziałem, że już za 5 lat! Dzisiaj w to wierzę i nie chcę tej wiary zmieniać. A jak już wrócę, to ze zdwojoną energią, to rozwalę system! Paradoksalnie, rozwód z piórem wziąłem w roku, który dziennikarsko był dla mnie najbardziej owocny. Nie będę się użalał i opowiadał historii, że coraz trudniej w nim zarobić na chleb, że coraz trudniej o obiektywizm. Po prostu – wybrałem, jak wybrałem. I niezmiennie wierzę, że nadejdą lepsze czasy dla przedstawicieli tego zawodu. Kropka.

Na koniec, jeszcze o jednej zmianie chciałem Wam napisać. Zawsze z dystansem i lekką ironią patrzyłem na tych, co kandydują. Po co im to? Nie wiedzą, w co się pakują – myślałem. Ale była też nutka zazdrości. Raz, że to oni decydują o rzeczywistości, tworzą ją, a ja tylko ją opisuję. Z racji pełnionego dotąd zawodu stawiałem jednak zdecydowaną barierę, niejako z automatu wykluczając się z kandydowania. Aż w końcu pękłem. Namówił mnie on – Radek Burchacki. Serdeczny kolega, z którym znam się od lat, i który nigdy mnie nie zawiódł. Mocno się starałem, żeby został burmistrzem. Nie został. Za to ja, o ironio, uzyskałem mandat radnego. Dziękuję za to mieszkańcom Piechowic Dolnych. Na wnioski z pracy w radzie na razie za wcześnie. Bo dopiero liżę ten samorządowy niby smakołyk. Ani on słodki, ani gorzki. Potrzebuje czasu, by się w nim odnaleźć.

W trzy miesiące wywróciłem swoje życie do góry nogami. Życie bardzo napięte, momentami pieskie, ale mające sporo plusów. No i, było nie było, jakoś poukładane. Teraz muszę to wszystko układać od nowa. I to powód, dla którego mikroharcerstwo zarosło nieco pajęczynami. Ale już wpadam ze ścierą w dłoni. Tak, jak w życiu.

Czuwaj!
hm. Robert Zapora

Jeden komentarz do “Taką drogę wybrałem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *