Wyjść z twarzą

Rodzice Twoich harcerzy nie wyrazili zgodę na ujawnienie wizerunku? Lepiej tego nie lekceważ, bo mogą grozić Ci poważne konsekwencje. Nie tylko Tobie, ale i całemu ZHP, jeśli nie całemu światu!

Taka sytuacja: rodzic wypełniający zgodę na przynależność dziecka do ZHP nie wyraża zgody na upublicznianie jego wizerunku. Zdezorientowany drużynowy zgłasza się z tym do komendantki hufca. Ta podejmuje negocjacje z rodzicem. Bez skutku. Komendantka szachuje, że w takim razie nie weźmie dziecka na biwak/obóz, bo nie będzie w stanie zagwarantować mu, że jego wizerunek nie zostanie upubliczniony. Wszak dzisiaj żyjemy w dobie społeczeństwa informacyjnego: wszyscy mają smartfony, robią zdjęcia, potem wrzucają je na facebooka, instagram itd. Drużyny prowadzą swoje profile, strony www. Czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy narażeni na fotografowanie i filmowanie niemal na każdym kroku (my jako wychowawcy także). Takie czasy. Ale rodzic nie jest w ciemię bity i występuje o stanowisko Głównej Kwatery w tej sprawie. Otrzymuje odpowiedź oczywistą: brak zgody na ujawnienie wizerunku nie może być przeciwwskazaniem do przyjęcia dziecka do organizacji. Triumfalnie przedstawia je komendantce.

Komendantka traktuje sprawę poważnie i także występuje do Głównej Kwatery z pytaniem: co teraz? Konkretnie – zadaje 8 pytań, m.in. kiedy możemy albo nie możemy upubliczniać zdjęcia, jak wytłumaczyć dziecku, że nie może być na zdjęciu nie naznaczając go, gdzie takie zdjęcia mogą, a gdzie nie mogą się pojawiać? A jeśli się pojawią – to jakie grożą konsekwencje i komu? I czy można nie zabrać dziecka na obóz czy zimowisko, skoro nie ma zgody na ujawnienie wizerunku?

Otrzymuje (fakt – błyskawicznie) obszerną odpowiedź od radcy prawnego Związku Harcerstwa Polskiego o objętości – o zgrozo – ponad 30 tysięcy znaków! To – żeby powiedzieć obrazowo – kilkanaście stron maszynopisu, lub – bitych pięć stron w gazecie formatu A3. Czyta z wypiekami. I tu pojawia się problem: są to prawnicze rozważania, dyskusja specjalisty prawa z samym sobą. Przywołane są wyroki Sądu Najwyższego, nawet sądu niemieckiego, ustawy obowiązujące i te, które obowiązywały kiedyś, poprzeplatane interpretacją własną prawnika.

Komendantka hufca czyta i czyta, próbuje zrozumieć. Dowiaduje się, że: rozpowszechnianie wizerunku nie wymagałoby zezwolenia, jeśli stanowiłby on „jedynie element akcydentalny lub akcesoryjny przedstawionej całości, tzn. w razie usunięcia wizerunku nie zmieniłby się przedmiot i charakter przedstawienia”.” No jasne, przecież nie wypada nie wiedzieć, co to znaczy akcydentalny i akcesoryjny element. Bułka z masłem. Ciekawa jest też odpowiedź na pytanie o wymaganą liczbę osób na zdjęciu, od której można uznać, że nie doszło do ujawnienia wizerunku konkretnej osoby. Komendantka dowiaduje się, że osoba nie powinna pozować na tym zdjęciu, że nie powinna stanowić istotnego jego szczegółu. Czyli, że portret nie wchodzi w grę (naprawdę?). Dalej, odpowiadający powołuje się na ustawę, według której za zgromadzenie uznaje się zgromadzenie, w którym jest co najmniej 15 osób, ale dodaje, że ustawa ta już nie obowiązuje (ups!). Obecnie obowiązująca ustawa nie określa wprawdzie minimalnej liczby osób, ale prawnik radzi, by jednak było to owe minimum 15.

Odpowiedzialność za ujawnienie wizerunku niby ponosi ten, który zdjęcie opublikuje. Ulga? Ależ skąd, zdaniem prawnika nie można wykluczyć, że poniesie ją także komenda chorągwi, a także całe ZHP! I możemy słono zapłacić za to. Ile? Kilka czy kilkanaście, a nawet kilkaset tysięcy złotych (to nie ja wymyśliłem, tak naprawdę jest w piśmie)! Ba, nie wystarczy, że jako opiekunowie poinformujemy fotografów na biwaku, zimowisku, apelu czy zbiórce, że temu i temu dziecku zdjęcia nie należy robić. Powinniśmy jeszcze poprosić, by potwierdzili na piśmie, że zostali o tym poinformowani. No bo przecież strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Jeszcze ciekawszą odpowiedź komendantka otrzymuje na pytanie, jak przekazać dziecku informację, że nie powinno stawać do zdjęcia drużyny, bo jego rodzic nie zgadza się na ujawnienie wizerunku? Z odpowiedzi wynika tyle, że powinna dziecko poinformować w pierwszej kolejności i że w tym stanowisku nie chodzi o aspekty psychologiczne, ponieważ autor informacji „nie ma do tego kompetencji”.

To jeszcze nie szczyt. O ile dobrze rozumiem tę jakże skomplikowaną odpowiedź, to odpowiedzialność (jako opiekunom) grozi nam nawet w sytuacji, gdy koleżanka czy kolega z drużyny zrobi własną komórką zdjęcie dziecku X (tak je nazwijmy, choć może to nieładne) i umieści je na SWOIM profilu na facebooku. Bo niby profil prywatny, ale przecież to przestrzeń publiczna. Ba, nawet jeśli umieści je w grupie tajnej, to i tak, zdaniem prawnika, żaden problem, by dostęp do niej uzyskały osoby trzecie! Słowem: rozłożyć nad dzieckiem X parasol anonimowości i chronić, chronić chronić.

Zdezorientowana komendantka, choć była bliska depresji, udaje się na długi spacer na świeżym powietrzu, czyta na pocieszenie kilka rozdziałów z książki Franza Kafki. Nabiera dystansu i przekonania, że świat nie jest taki zły. Wysyła kolejnego maila do Głównej Kwatery z prośbą o przetłumaczenie „prawniczego bełkotu” na język polski. Czeka. Widać, nie takie to proste.

Niewątpliwie odpowiedź radcy prawnego Głównej Kwatery ZHP jest obszerna i bardzo szczegółowa. Ale pytania, jak zachować się w sytuacji, gdy rodzic odmawia podpisania zgody na ujawnienie wizerunku, oraz – jak to wytłumaczyć drużynowym, pozostają nadal otwarte.

Czuwaj!
phm. Robert Zapora

2 komentarze do “Wyjść z twarzą”

  1. Moze niech dziecko nosi worek na glowie albo maske? Serial “black mirror” przychodzi do glowy w ktorym w niedalekiej przyszlosci bedzie mozna “zablowoac” wizerunek dowolnej osoby i zamienic ja w kleksa na kazdym zdjeciu, filmie a nawet patrzac na nia tylko oczami 🙂
    Absurd w ktorym rodzice, twoi i moi rowiesnicy, krzywdza swoje dzieci przez glupia nadopiekunczosc. Nastepnie zabronia brac dzieci do lasu, nad wode, palic ognisk i spac w namiotach.
    Niech zhp wypusci aplikacje na smartfona to dzieci beda mogly brac udzial w zbiorkach i obozach bez wychodzenia z domu.
    Tyle

  2. Jak dla mnie, to tacy rodzice dążą do tego by ich dzieci zostały wykluczone społecznie. Albo szukają sposobu na kasę z niedopatrzenia opiekunów.
    Osobiście szkoda mi takich dzieci 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *