Zły przepis na dobro

W domu, w szkole, w harcerstwie, a nawet na ulicy uczyli mnie, że dobro czyni się bezinteresownie. Wygląda na to, że niektórzy chcą na tym ugrać coś jeszcze.

Czytam lokalny jeleniogórski portal i oczy przecieram: jeden z wieloletnich wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zorganizował spotkanie, na którym ogłosił, że w przyszłym roku podczas zbiórki planuje zebrać pół miliona złotych! Takie swoiste 500 plus.

Pomysł – przyznaję – ciekawy. No i spore to wyzwanie, zważywszy, że Jelenia Góra zbierała w ostatnich latach 250-290 tysięcy złotych. Sugerowana kwota ładnie brzmi. A jaka piękna nazwa: partii rządzącej, która nie kryje niechęci do orkiestry, utrze nosa.

Co jest nie tak? Na to spotkanie nie zaproszono przedstawicieli Hufca Karkonoskiego ZHP, który od około 20 lat zajmuje się organizacją największego sztabu w mieście, a także mocno angażuje się w organizację miejskiego finału. To harcerze rok w rok chodzą po ulicach miasta z puszkami, nasz hufiec współpracuje też z wieloma szkołami, stowarzyszeniami i nieformalnymi grupami z powiatu jeleniogórskiego.

Wolontariusz-inicjator spotkania co roku zbierał datki w drugim sztabie, który działa w mieście. Oba sztaby dotąd współpracowały między sobą.

Autor wspomnianego artykułu zastrzegł, że inicjatorzy nie chcą dążyć do łączenia obu sztabów, a jedynie chcą, by lepiej zaplanować rozmieszczenie wolontariuszy podczas finału. Są bowiem miejsca, gdzie jest ich sporo, nachodzą na siebie ludzie z puszkami z obu sztabów. A w innych miejscach, w których jest dużo potencjalnych darczyńców, wolontariuszy nie ma. Inicjatorzy podkreślają, że gdyby ich lepiej zagospodarować, rozstawić, w puszkach byłoby więcej pieniędzy. Chcą też z puszkami odwiedzać zakłady pracy. Szef jednego z zakładów już taką zgodę wyraził.

Inicjator PR-owskiego pomysłu zebrania swoistego 500 plus był zdziwiony, gdy komendantka hufca zadzwoniła z oburzeniem, że tego typu działania podejmuje za jej plecami i nie informuje jej o takim spotkaniu. Rozłączył się oburzony tonem rozmowy.

Naprawdę trudno zrozumieć oburzenie w takiej sytuacji? To mniej więcej tak: ja produkuję kubki okolicznościowe, Kowalski też produkuje. Działamy na tym samym rynku, nawet trochę współpracujemy, czasem się wspieramy. Aż nagle ja spotykam się z paroma osobami i ogłaszam w mediach, że odtąd obaj będziemy produkować większe, lepsze kubki. Prima sort! Tyle tylko, że Kowalskiemu o tym nie mówię, na spotkanie go nie zapraszam. Dobre, co?

Fakt, na wspomnianym spotkaniu był instruktor ZHP. Problem w tym, że nie miał żadnego: ani formalnego, ani tym bardziej moralnego prawa, do reprezentowania naszej organizacji. Nie miał zgody komendantki na reprezentowanie harcerzy, bo o nie nie wystąpił. Ba, komendantka nie wiedziała, że takie spotkanie się odbywa, co za tym idzie nie miała pojęcia, że ten instruktor tam będzie. Instruktor ów nie był nigdy szefem sztabu WOŚP przy hufcu. Jego obecność na spotkaniu można zrozumieć, gdyż z inicjatorem spotkania znają się bardzo dobrze. W przeszłości podejmowali razem wiele inicjatyw, i zwyczajnie mógł przyjść, poproszony przez kolegę. Jako osoba prywatna ma do tego pełne prawo.

Tak naprawdę więc przedstawicieli hufca na tym spotkaniu nie było. Pytanie, dlaczego nie zostali zaproszeni? Może to przypadek, niedopatrzenie? Trudno mi w to uwierzyć. Numer telefonu do komendantki można znaleźć na stronie hufca, na facebooku, mają go niektóre osoby, które uczestniczyły we wspomnianym spotkaniu. Mam go ja, a z organizatorem spotkania znamy się dobrze. A jeśli nawet rzeczywiście zapomniał, przeoczył, to dlaczego w rozmowie z komendantką nie padło to magiczne słowo, które zwykle mówimy, gdy zdarzy nam się faux pas?

Bywam naiwny, ale naprawdę trudno mi uwierzyć w argument inicjatora tego pomysłu, że zrobili je teraz, gdyż do finału trzeba się dobrze przygotować. Może i należy zacząć wcześniej niż zwykle, ale czy naprawdę trzeba ogłaszać to w mediach, na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi? Inicjator tego spotkania działa aktywnie w partii politycznej i ma zamiar w wyborach startować – to oczywiście bez znaczenia. A jeśli nawet nie o politykę chodziło, to czy naprawdę takie spotkanie należy organizować na przełomie lipca i sierpnia, kiedy zazwyczaj harcerze są na obozach?

W rozmowie ze mną inicjator tej akcji zapewnił, że pierwsze spotkanie robocze i że na następne harcerze będą już zaproszeni. Może będą, tylko jest mały problem. Po pierwsze, mleko się już rozlało. Po drugie, nasz sztab (mogę powiedzieć nasz, bo początkiem lat dwutysięcznych byłem w jego pracę mocno zaangażowany), choć zbierał pokaźne kwoty, nigdy nie miał na celu zebrania jak najwięcej. Celem akcji, jak mówi komendantka, było uwrażliwienie młodych ludzi na potrzeby innych, nauka wolontariatu. Sam Jurek Owsiak, choć oczywiście z rekordów się cieszy, to nigdy nie mówił, że to jest najważniejsze. Najważniejsza jest pomoc, działanie. Gdyby nawet przyjąć, że rzeczywiście była to niezręczność, niedopatrzenie, to trudno nam, instruktorom organizacji z założenia apolitycznej, wejść w grę, która w podtekście ma hasło „pokażemy im, jak wygląda 500 plus”.

Komendantka hufca zapowiada, że w kolejnym roku hufiec zarejestruje sztab WOŚP oraz, że harcerze będą nadal współorganizatorami miejskiego finału. Na podobnych zasadach, jak dotychczas. Bez samozwańczego koordynatora czy grupy koordynującej nad głową. Ludzi, którzy będą pokazywali palcem, gdzie mają stanąć wolontariusze-harcerze, pracowników których zakładów mają nękać, byle tylko więcej kapuchy wpadło do puszek.

Czuwaj!
hm. Robert Zapora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *